Zakaz handlu w niedzielę. Nic się nie stało?

Spadek zatrudnienia w handlu detalicznym wyniesie co najmniej 36 tysięcy osób, a spadek obrotów – minimum 9,6 miliarda zł. Skarb Państwa straci 1,8 mld zł, 6-krotnie wzrośnie koszt przypadający na pojedynczego najemcę w niedzielę - to najważniejsze zagrożenia, które zostały określone w opublikowanym jeszcze w 2016 roku raporcie PwC dotyczącym skutków wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę. Czy dziś, po dwóch miesiącach obowiązywania nowej regulacji, rzeczywiście mamy z niedzielnym zakazem handlu problem?

Jak wiele innych rzeczy w Polsce, również i ta koncepcja została wprowadzona przede wszystkim z pobudek politycznych, chcąc przypodobać się jednej stronie toczącego się w Polsce politycznego sporu. Kontekst polityczny, choć nieunikniony, sprowadził kwestię niedzielnego zakazu handlu do poziomu krzyków i bezustannych prób przekonywania nieprzekonanych. A szkoda, bo samo ograniczenie niedzielnego handlu wcale złą koncepcją nie było, zabrakło jednak merytorycznej dyskusji i porozumienia, ze szkodą dla ostatecznej formy wprowadzonych przepisów, które okazały się być prawnym bublem.

Niedziele handlowe i niehandlowe. Ale do czasu

Przypomnijmy w skrócie, co się zmieniło. Od marca do końca tego roku handel będzie dozwolony jedynie w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca. W pozostałe, tak jak we wszystkie święta państwowe i kościelne, sklepy będą zamknięte. W 2019 roku zakaz handlu nie będzie obowiązywał tylko w jedną niedzielę miesiąca (ostatnią), natomiast od 2020 roku handel w niedziele zostanie całkowicie zakazany z wyjątkiem siedmiu niedziel, które poprzedzać będą zwykle okres świąteczny.

W niedzielę otwarte mogą być sklepy prowadzone przez właścicieli (przedsiębiorców) "we własnym imieniu i na własny rachunek”. Ustawa zakłada również szereg wyjątków, m.in. piekarnie, cukiernie, stacje, apteki oraz sklepy na dworcach czy portach lotniczych (wyjątków jest o wiele więcej). Nie trzeba było długo czekać, aż podmioty, które teoretycznie handlować w niedzielę nie mogły, zaczęły się przeobrażać w punkty pocztowe, a na stacjach zaczęto otwierać istne hipermarkety.

W samych przepisach czekają nas kolejne zmiany, które są konsekwencją naginania tych obowiązujących. Będą one dotyczyć właśnie zamknięcia drogi do obchodzenia zakazu poprzez tworzenie z mniejszego sklepu punktu pocztowego. Zmian będzie z pewnością więcej.

Goldenmark

 

Konsekwencje są. Ale straty trudne do określenia

Czy dziś jesteśmy w stanie powiedzieć, że zakaz handlu w niedzielę przyniósł rzeczywiście negatywne konsekwencje dla gospodarki, w tym przede wszystkim rynku pracy i samego społeczeństwa?

Absolutnie nie. Po pierwsze, ponieważ jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie, aby takich analiz dokonywać - wszak zakaz obowiązuje dopiero trzeci miesiąc, a po drodze mieliśmy święta wielkanocne i rekordowo długi weekend. Po drugie, takiej oceny nie powinniśmy ograniczać wyłącznie do stwierdzenia, czy konsekwencje były pozytywne czy negatywne. Pamiętajmy, że podobnie jak całe mnóstwo podobnych kwestii i ta nie ma jedynie wymiaru czarno-białego. A to niestety do tego poziomu bardzo często sprowadzają tę i inne dyskusje politycy.

Społeczeństwo jest w ocenie zakazu handlu podzielone i podzielone pozostanie. Ci, którzy musieli w niedziele pracować, a poprzez zakazu handlu nie stracą finansowo, będą z pewnością zadowoleni. Ale z drugiej strony bardzo wielu z nas pracuje niemal przez cały tydzień (pamiętajmy, jesteśmy jednym z najdłużej pracujących narodów w Europie) i to właśnie niedziela była dniem na spokojne zakupy.

Według danych CMR (Centrum Monitorowania Rynku) w marcu 2018 r. liczba transakcji zaraportowanych w sklepach małoformatowych do 300 m2 była o 18 proc. wyższa niż w lutym 2018 r., a całkowita wartość sprzedaży zwiększyła się o 23 proc. Jednak zdaniem przedstawicieli tej organizacji wzrost ten wynikał z większej liczby dni (marzec był o 3 dni dłuższy niż luty), a także ze zwiększonych zakupów związanych z przygotowaniami do wielkanocnych świąt. Czy wobec zakazu handlu w niedzielę, ruszyliśmy do sklepów dzień wcześniej? Na pewno na przeciw wyszły przede wszystkim sieci dyskontów, które prześcigają się w sobotnich promocjach, co oczywiście do większych zakupów zachęca.

Jak Polacy spędzają wolne niedziele?

Zamknięcie galerii handlowych dało nam możliwość spędzania większej liczby dni w parkach i na łonie natury. Widać to było szczególnie w pierwszą niedzielę zakazu - pamiętajmy jednak, że towarzyszyła temu przepiękna pogoda. Ale z drugiej strony, czy ktoś w piękne i pogodne dni zakazywał nam do tej pory chodzenia do parków? Ci, którzy byli do tego przyzwyczajeni, szczególnie wobec sprzyjającej aury, z pewnością parki odwiedzali. Niektórzy analitycy i socjologowie twierdzą, że część społeczeństwa zmieni swoje zakupowe nawyki, jednak zamiast aktywnego spędzania wolnego czasu wybierze inne rozwiązanie.

- Nie ma żadnej szansy na pozytywny efekt rodzinny zakazu handlu. Żadnej. Bardzo wielu Polaków wybierało się na spacery po sklepie właśnie całą rodziną. Co będą robić już niebawem? Postawią na rozrywkę numer jeden w Polsce, czyli oglądanie telewizji - skomentował skutki zakazu handlu prof. Janusz Czapiński, socjolog i wieloletni twórca badań "Diagnoza Społeczna” w wywiadzie przeprowadzonym przez portal Money.pl.

Kolejną kwestią jest tzw. pilna potrzeba, która zdarza się przecież większości z nas. Czasem jest to cukier, czasem woda, czasem jakieś większe potrzeby. Dziś zakaz handlu znacząco ograniczył liczbę opcji, które mamy w niehandlowe niedziele do dyspozycji. O ile nie rujnuje nam to planów czy rodzinnej uroczystości, pewnie nie stanowi to większego problemu. Jednak przyzwyczajeni do pełnej swobody, a także mocno konsumpcyjnego stylu życia, niektóry z nas mają zapewne z zakazem problem.

Czy można było wprowadzić zakaz w lepszej formie i atmosferze?

Oczywiście. Przede wszystkim fatalna byłą początkowa argumentacja, z jaką do sejmu przyszła Solidarność, że „niedziela ma być dniem dla Boga i dla rodziny”. Wszystko wskazuje na to, że należało rozpocząć od otwartej dyskusji i konsultacji, zastanawiając się przy tym, czy nie ograniczyć handlu w sklepach wielkopowierzchniowych (galeriach handlowych), pozostawiają swobodę mniejszym przedsiębiorcom, czyli np. osiedlowym sklepom, które najbardziej traciły na rzecz wielkich galerii.

Na pewno lepiej należało przygotować listę ograniczeń i doprecyzować przepisy, aby stacje benzynowe nie stawały się hipermarketami, a mniejsze sklepy franczyzowe pocztami. A tak dziś sklepy prześcigają się w wymyślaniu nowych sposobów na obejście zakazu, co coraz częściej zaczyna przypominać niskobudżetową komedię.

Zakaz handlu obowiązuje i tak będzie jeszcze z pewnością do listopada przyszłego roku. Gospodarka się od niego nie zawali, ludzie przez niego głodni chodzić nie będą. Ci, którzy stracą pracę, znajdą ją z pewnością w innym miejscu - szczególnie w dużych miastach pracownicy tego sektora są pilnie poszukiwani. Wydaje się więc, że z tak wielu szumnie zapowiadanych niezwykle negatywnych konsekwencji, na samym końcu nie będzie ich jednak tak wiele. Zamiast więc spacerować po galeriach, pospacerujemy po parku. A jak będzie padało, włączymy telewizor. Tak już przecież kiedyś bywało i jakoś się to w sumie sprawdzało…

Photo by Joshua Rawson-Harris on Unsplash

Złote ciekawostki i tajemnice - SPRAWDŹ
Szymon Matuszyński