Zakaz handlu w niedzielę. W czym tak naprawdę tkwi problem?

Żyliśmy tym od kilkunastu miesięcy. Długo nie było wiadomo, jaki będzie ostateczny kształt ustawy ograniczającej lub wręcz zakazującej niedzielnego handlu. Całej sprawie towarzyszyło mnóstwo emocji, komentarzy i niepotrzebnego sporu. Czy jednak na pewno zdajemy sobie sprawę, gdzie w zakazie niedzielnego handlu tkwi tak naprawdę problem?

50 zgłoszonych naruszeń przepisów (dane od NSZZ Solidarność), tysiące ludzi na niedzielnych spacerach, czemu towarzyszyła w niedzielę piękna pogoda. Otwarte restauracje, kina, mniejsze sklepy, w których za ladą stanęli ich właściciele. Do tego rosnące w siłę i ofertę benzynowe stacje.

Jeśli spojrzeć wyłącznie przez ten pryzmat, Polacy specjalnie zakazem handlu się nie przejęli, jakoś ten ciężko zapowiadający się dzień przetrwali. Oczywiście na bok odłożyć trzeba polityczny kontekst całej sprawy. Był on, jak to często w polskiej rzeczywistości bywa, był dominującym tłem trochę niepotrzebnego sporu. Ale jeśli spojrzeć na ograniczenie możliwości robienia przez Polaków zakupów w niedzielę z nieco innej, gospodarczej strony, problem rzeczywiście istnieje i związany jest z galopującą szczególnie w miastach konsumpcją.

Nałóg wydawania

Pod koniec 2017 roku była ona głównym motorem rozpędzającej się polskiej gospodarki - rosła w 5-procentowym tempie. Na początku tego roku wreszcie ruszyły inwestycje, jednak to, jak Polacy wydają zarabiane pieniądze, wciąż pozostaje kluczowym czynnikiem naszego PKB.

W odniesieniu do całej gospodarki wszystko rzeczywiście ma się przynajmniej nieźle. W ostatnich trzech miesiącach 2017 roku polska przyspieszyła i w IV kwartale ubiegłego roku PKB wzrósł w ujęciu rocznym o 5,1 procent. Jednak w odniesieniu do niedzielnego zakazu handlu i tego, co jednak działo się w wielu sklepach w poprzedzający ją piątek oraz sobotę, to właśnie konsumpcja ponad rzeczywiste potrzeby powinna nas nieco martwić.

Goldenmark

 

Rosnącym wydatkom Polaków na dobra różnego rodzaju powinniśmy przyjrzeć się też z nieco szerszej perspektywy. Ważny jest też kontekst historyczny - nigdy w historii Polski po roku 1989 nie było u nas pod pewnymi względami tak dobrze. Rekordowo niskie bezrobocie, rosnące płace, mocna pozycja całej gospodarki, wciąż dynamicznie rozwijający się handel detaliczny. Takie okoliczności nie mogą pozostać bez wpływu na nasze myślenie o pieniądzach oraz chęć ich wydawania.

Powrót do przeszłości

Jeszcze nie tak dawno (choć oczywiście wszystko zależy od punktu widzenia) w niedzielę zamknięte w Polsce było niemal wszystko. Mało tego, większość sklepów (galerii handlowych nie było wtedy wcale), w sobotę zamykana była w okolicach godziny 13:00. Z zakupami więc trzeba było się spieszyć. Przed rokiem 1989 aktualne było jeszcze pojęcie sobót wolnych i pracujących, a przed 1981 pojęcie wolnej soboty nie istniało wcale.

Jednak wraz z dynamicznie zachodzącymi zmianami, uwalniał się stopniowo i handel - rosła dostępność produktów, liczba placówek handlowych. Istny bum pojawił się już w latach dwutysięcznych, kiedy to dominować zaczęły nowo powstające Galerie Handlowe. Na koniec 2017 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni centrów handlowych w Polsce przekroczyły 11,5 mln m kw.

W minionej dekadzie na niższy poziom konsumpcji wpływ miał oczywiście kryzysy finansowy. Kolejny spadek notowaliśmy w latach 2012-2013. Jednak począwszy od roku 2014 Polacy ruszyli na zakupy z niespotykaną dotąd dynamiką. W I kwartale roku 2017 polskie PKB napędzane było niemal wyłącznie właśnie przez konsumpcję.

Konsumpcja nie do końca przemyślana

No dobrze, dlaczego jednak, skoro obecnie jesteśmy w tak dobrej jako kraj sytuacji gospodarczej i jako społeczeństwo się bogacimy, mielibyśmy z wydawania pieniędzy robić problem?

Warto w tym momencie pochylić się nad dwoma aspektami ściśle związanymi z wydatkami Polaków. Po pierwsze, jesteśmy wciąż społeczeństwem dość mocno zadłużonym. Ponad 2,5 mln osób zalega ze spłatą kredytów i bieżących rachunków, natomiast wartość zaległości to 62,3 mld zł (dane na koniec roku 2017 wg. BIG InfoMonitor i Biura Informacji Kredytowej). Co gorsze, liczby te z każdym miesiącem rosną (grafika poniżej).

zakaz handlu w niedzielę

Łączna kwota zaległości Polaków (źródło: Raport InfoDług)

Drugim niebezpiecznym zjawiskiem jest wciąż bardzo niski poziom wiedzy Polaków odnośnie do finansów. Nasz kraj znajduje się na ostatnim, 30. miejscu, wśród badanych państw w zakresie wiedzy ekonomicznej u osób od 18 do 79 lat – wynika z ostatniego raportu OECD. Mało tego - z opublikowanego z kolei pod koniec ubiegłego roku raportu „Egzamin z wiedzy finansowej” przygotowanego przez firmę Maison&Partners dla portalu Kapitalni.org wynika, że 54 proc. z nas nie wie, co to jest debet.

Zestawiając te dwa niezwykle ważne zjawiska z wciąż wysokim poziomem konsumpcji oraz niewielkim poziomem oszczędności Polaków (które na całe szczęście nieco w ostatnim czasie rosną), to właśnie wydatki i poziom zwiększania finansowej świadomości powinny być celem podejmowanych przez polityków działań, a nie wprowadzanie regulacji i zakazów, które posiadają bardzo silny pierwiastek polityczny.

O tym, że mamy problem z konsumpcją mogliśmy się przekonać w piątek i sobotę poprzedzające pierwszą niedzielę z zakazem handlu. Większość sklepów była otwarta o godzinę dłużej - najpopularniejsze sieci pracowały do godziny 22:00. Według Roberta Krzaka z Forum Polskiego Handlu wzrost poziomu konsumpcji właśnie w piątek i sobotę osiągnął dwucyfrową dynamikę, choć na szczegółowe dane trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać. Oblężenia przeżywały też, mimo wyższych przecież cen, stacje benzynowe. Czy jeden dzień z zamkniętymi sklepami wymagał naprawdę aż tak zakrojonej na szeroką skalę akcji przygotowawczej? Przecież już wcześniej w większość świątecznych obowiązywał zakaz handlu, a w święta Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy to dwa następujące dni po sobie!

Z drugiej jednak strony należy podkreślić, że atmosferę swego rodzaju zagrożenia związanego z ograniczeniem handlu w niedzielę podkręciła większość polskich mediów, które przecież same żyją z „konsumpcji informacji” przez społeczeństwo. Pierwsza niedziela z tak dużą dla społeczeństwa zmianą była niestety doskonałym dla nich pożywieniem. Czy słusznym było tak duże epatowanie tą informacją i podgrzewanie politycznego sporu, pozostaje bardzo wątpliwe.

Przetrwaliśmy pierwszą niedzielę z zamkniętymi galeriami, przetrwamy zapewne i kolejne. Bardziej jednak niż zamkniętymi w jeden dzień w tygodniu wielkopowierzchniowymi sklepami powinniśmy się jako społeczeństwo pochylić nad tym, czy aby na pewno każdego dnia koniecznie i w takich ilościach kupować musimy produktów. Tłumaczenie się, że robimy to dla dobra polskiej gospodarki, jest argumentem stosunkowo mało przekonującym.

fot. MabelAmber, pixabay.com, CC0

Inwestycje od A do Z - POBIERZ PDF
Szymon Matuszyński