Zarobki w NBP. Adam Glapiński poprze ustawę o jawności wynagrodzeń, jeśli taka powstanie

Ustawę o jawności zarobków NBP przygotowuje zarówno PiS, PO jak i Kukiz’15. We wszystkich trzech chodzi o ujawnienie zarobków członków zarządu oraz pracowników na kierowniczych stanowiskach. Dodatkowo Kukiz’15 chce, aby wysokość wynagrodzeń w NBP ustalana była nie przez prezesa banku, a przez Sejm.

Dociekania są „seksistowskie i haniebne”

Podczas ubiegłotygodniowej konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński powiedział, że podpisze taką ustawę obydwoma rękami, jeżeli tylko taka ustawa powstanie. Podczas wcześniejszej konferencji prasowej, która dotyczyć miała stricte wynagrodzeń, zastępca dyrektora departamentu kadr, Ewa Raczko, poinformowała, że w NBP nie ma dyrektorów, którzy zarabiają 65 tys. zł.

A właśnie tyle miała zarabiać jedna z dwóch pracowniczek, których w szczególności dotyczy zamieszanie wokół wynagrodzeń w NBP – Martyna Wojciechowska, która z wykształcenia jest rusycystką, a wcześniej była radną PiS w sejmiku mazowieckim. Drugą jest Kamila Sukiennik, szefowa gabinetu prezesa.

Przystąp do Klubu Goldenmark

Medialne dociekania na temat wynagrodzenia obu pań prof. Glapiński określił jako „seksistowskie i haniebne”. Jednocześnie prezes podkreśla, że jawność wynagrodzeń w NBP będzie fatalna dla banku.

– To bardzo utrudni pracę bankowi. Bardzo utrudni nabór – argumentował.

Nieco innego zdania jest były prezes NBP, Marek Belka, który w rozmowie z portalem finanse.wp.pl powiedział:

Zamów szablę z darmową przesyłką i darmowym zwrotem

– To, co ostatnio dzieje się wokół NBP jest bardzo złe. W społeczeństwie rodzi się przekonanie, że w tej instytucji mogą być ludzie niekompetentni. Dyskusja przecież toczy się na temat wysokości zarobków i tego, czy osoby, które je dostają, na to zasługują.

Czytaj także: Historia NBP i bankowości centralnej w Polsce

Jawność nie utrudnia naboru w innych bankach centralnych

Dziennikarze Dziennika Gazety Prawnej rozesłali zapytania o wynagrodzenia prezesów oraz członków zarządów i dyrektorów 18 banków centralnych ze strefy euro, oraz spoza niej. Efekt tego eksperymentu był zaskakujący – z części banków odpowiedzi napłynęły w ciągu kilkunastu minut, z innych w ciągu kilku godzin.

Przykładowo Bank Łotwy publikuje siatkę płac w podziale na minimalne, maksymalne i średnie. Obejmuje ona wszystkich pracowników banku.
Dziennikarze DGP bez trudu dowiedzieli się, że Jakiw Smolij – prezes Narodowego Banku Ukrainy, zarabia z dodatkami 307 tys. hrywien miesięcznie (41 tys. zł), a członkowie zarządu po 269 tys. hrywien (36 tys. zł). Dowiedzieli się także, że György Matolcsy, prezes Narodowego Banku Węgier, zarabia 5 mln forintów (67 tys. zł), a dodatkowo otrzymuje roczny dodatek w wysokości 540 tys. forintów. Z kolei Jens Weidman, prezes Bundesbanku, zarobił w 2017 roku z dodatkami 453,3 tys. euro.

Podobne pytanie zostało wysłane do Narodowego Banku Polskiego. W odpowiedzi dziennikarze DGP dowiedzieli się jedynie, jakie są zarobki prezesa banku (63,5 tys. zł), wiceprezesa banku Piotra Wiesiłka (53,8 tys. zł), wiceprezes Anny Trzcińskiej (54 tys. zł) oraz pozostałych członków zarządu (49,7 tys. zł) i członków Rady Polityki Pieniężnej (średnio 26,9 tys. zł).

Czy ustawa o jawności wynagrodzeń w NBP jest potrzebna?

Wydawać by się mogło, że skoro prezes Adam Glapiński nie chce rozwiać wątpliwości mediów w zakresie wynagrodzeń swoich pracowników, co mogłoby z kolei zrodzić potrzebę uzasadnienia takich pensji, to ustawa o jawności wynagrodzeń jest potrzebna.

Jak jednak zauważa Bartek Godusławski na łamach portalu biznes.gazetaprawna.plwynagrodzenie dyrektorów NBP to informacja publiczna, zatem w myśl Ustawy o dostępie do informacji publicznej, Adam Glapiński ma obowiązek ujawnić informacje, których żądają media.

fot. Narodowy Bank Polski, flickr.comCC BY-ND 2.0

Bartosz Adamiak