Czy zasoby złota właśnie zaczynają się kończyć?

W najnowszym raporcie Światowej Rady Złota, podsumowującym popyt i podaż na rynku złota w 2019 roku, przeczytać możemy o tym, że produkcja kopalni spadła w 2019 roku o 1 proc. To zaledwie 45,6 tony w skali roku, jednak stało się to po raz pierwszy od 2008 roku, i przy bardzo wysokich cenach złota. Czy powinniśmy mieć powody do niepokoju?

Mysaver poleca:

Złoto jest zasobem naturalnym, a więc jego ilość na naszej planecie jest ograniczona. Precyzyjne oszacowanie tego, ile wynoszą całkowite złoża, jest bardzo trudne. Wiemy natomiast, że złoto jest stosunkowo rzadko występującym pierwiastkiem, oraz że w swoich badaniach, spółki wydobywcze – pomimo rosnących nakładów na poszukiwania – nie dokonały żadnych znaczących odkryć nowych złóż od 2009 roku.

Odkrycia nowych złóż vs. nakłady finansowe na eksplorację, źródło: S%P Global Market Intelligence, World Gold Council

Ostatnie lata na rynku złota to czas niepokoju, reorganizacji oraz fuzji pomiędzy największymi spółkami wydobywczymi. Powszechnie mówi się o wyścigu za rentownością w dobie zaniżonych cen złota. Przyczyna może jednak kryć się także w tym, że zasoby złota z roku na rok mogą być coraz mniejsze, czego pierwszym symptomem może (choć nie musi) być spadek wydobycia w 2019 roku.

Czytaj także: Kolejne duże przejęcie na rynku złota. Czy czeka nas kryzys dostaw?

1 proc. to tak dużo?

Wydawać by się mogło, że w skali całego światowego wydobycia, spadek produkcji o 1 proc. to margines nie mający najmniejszego znaczenia. Mogłoby to być prawdą w II połowie 2018 roku, kiedy to cena złota znajdowała się w pobliżu 1 200 USD, co dla wielu wydobywców stanowiło poziom krytyczny, zahaczający o granicę rentowności.

W opublikowanym wówczas raporcie WGC pojawiły się szacunki, dotyczące oczekiwanej ceny złota, która pozwoliłaby producentom utrzymać obecny poziom wydobycia. Oczekiwana cena wynosiła wówczas 1 500 USD za uncję (300 USD więcej, niż w II połowie 2018 roku, a także nieco więcej, niż wynosiła średnia cena złota w IV kwartale 2019 roku – 1 481 USD).

Oznacza to, że pomimo ceny złota bliskiej oczekiwanego poziomu 1 500 (a co za tym idzie – utrzymania zakładanej rentowności), kopalnie nie były w stanie utrzymać dotychczasowego poziomu podaży kruszcu. Spadków produkcji należałoby się spodziewać właśnie w II połowie 2018 roku, kiedy cena złota była dużo poniżej tej oczekiwanej, a nie dziś.

Czy są powody do obaw?

45,6 ton to bardzo niewiele, w skali wielkości całego rynku złota. Może to oznaczać zamknięcie jednego lub dwóch, dość sporych projektów wydobywczych. Biorąc jednak pod uwagę obecne ceny złota, zabieg taki nie miałby uzasadnienia ekonomicznego, a jedyną jego przyczyną mogłoby być wyczerpanie złóż lub… zbyt niska cena złota na rynku.

Od lat mówi się tym, że przyszłość złotego górnictwa może leżeć w powrocie do kopalni głębinowych lub niestandardowych form wydobycia (np. wydobycie z dna oceanu). Zarówno przejście z kopalni odkrywkowych na głębinowe, jak i nowe, niestandardowe formy wydobycia, łączą się ze zwiększonymi nakładami finansowymi, które z kolei będą negatywnie przekładały się na rentowność.

Według Światowej Rady Złota, jeżeli utrzymamy obecny poziom wydobycia złota, nawet przy rozpoczęciu eksploatacji tych dodatkowych, mniej opłacalnych złóż (położonych głębiej oraz na dnach oceanów), zasoby złota wyczerpią się ok. 2048 roku.

Być może miniony rok, jest pierwszym, historycznym rokiem, w którym poziom wydobycia kopalni zacznie spadać, ograniczając ilość złota dostarczonego na rynek. Nie musi to jednak od razu oznaczać lawinowego wzrostu ceny kruszcu – jak pokazał rok 2019, rosnąca cena powoduje wzrost podaży złota z recyklingu. Gdyby zrealizował się powyższy scenariusz, wzrosty ceny złota spowodowane malejącą podażą, będą spowalniane przez dodatkową podaż pochodzącą z recyklingu.

Bartosz Adamiak