Obywatele Zimbabwe ratują się bitcoinem

Ten południowoafrykański, postkolonialny kraj borykał się z problemami już od wielu lat. W 2008 nastąpiła gigantyczna hiperinflacja, która była pokłosiem lat rządów Roberta Mugabe. Od 2009 roku Zimbabwe nie używa już swojej waluty. Z początku rozliczano się w dolarach amerykańskich, a od 2015 roku również w chińskim juanie. Dziś prym wiedzie bitcoin.

W dniu wczorajszym miarka się przebrała. Wojsko zablokowało ulice i przejęło kontrolę nad stacją telewizyjną w stolicy kraju - Harere. Według wszelkich doniesień medialnych, przeprowadzony przez armię pucz nie niósł ze sobą fali przemocy. Oficjalne stanowisko przedstawione przez generała Sibusiso Moyo sugeruje wręcz, że nie był to pucz, a jedynie akcja przeciwko „kryminalistom” z otoczenia prezydenta Mugabe - najpewniej chodzi elity skupione głównego ośrodka władzy, w tym także o żonę prezydenta Grace, która zdaje się sprawować faktyczną władzę.

Zimbabwe bez własnej waluty

Pod koniec 2008 roku inflacja w Zimbabwe osiągnęła 80 miliardów procent. Ceny w sklepach rosły dwukrotnie z dnia na dzień. W 2009 roku zaprzestano używania dolara Zimbabwe na rzecz dolara amerykańskiego, a od 2015 w powszechnym użyciu jest także juan. A to za sprawą umorzonego przez Chiny długu w wysokości 40 milionów dolarów.

Wszystko to były jednak doraźne środki, które nie były w stanie zaradzić narastającym problemom, wynikającym z rządów klanu Mugabe. Inflacja w dalszym ciągu trawiła wszystkie pieniądze, jakie tylko ludzie byli w stanie zarobić i odłożyć. Używane w transakcjach bezgotówkowych, umowne „zollary”, traciły każdego miesiąca połowę swojej wartości. By ratować swoje pieniądze, ludzie musieli kupować nieruchomości, złoto oraz bitcoiny.

W tym czasie opinią publiczną wstrząsały kolejne afery, jak na przykład ta, gdy żona prezydenta Grace Mugabe i jej syn (pasierb prezydenta) Russell Goreranza, sprowadzili do Zimbabwe dwa samochody Rolls-Royce (każdy za nieco ponad 200 tys. dolarów), dwa Range Rovery, dwa Mercedesy klasy S oraz Astona Martina. Na ich nieszczęście do sieci wypłynęły zdjęcia, jak Goreranza odbiera auta.

Milion dolarów obrotu w bitcoinie

Największa giełda kryptowalut w Zimbabwe Golix.io zanotowała w październiku obroty w wysokości miliona dolarów. Bitcoin w Zimbabwe kosztuje obecnie 13,5 tys. dolarów, czyli dwa razy więcej, niż w innych krajach. Nic dziwnego, że obywatele mając do wyboru pieniądz fiat, który każdego miesiąca traci 50% swojej wartości, a bitcoina, który każdego miesiąca zyskuje, wybierają to drugie. Co ciekawe, dzieje się w to w czasie, kiedy nazwa tej kryptowaluty coraz częściej pojawia się w jednym zdaniu z terminem „bańka spekulacyjna”.

Zimbabwe jest teraz na ustach wszystkich zwolenników bitcoina, jako przykład rozwiązania problemu hiperinflacji. Czy słusznie? Tego tak naprawdę nie będziemy w stanie rozstrzygnąć w najbliższej przyszłości, a przynajmniej dopóki sytuacja w Zimbabwe się nie ustabilizuje. Nie bez znaczenia jest także sam los bitcoina.

fot. ビッグアップジャパン, flickr.com, CC BY-SA 2.0

Bartosz Adamiak