Złoto błyszczy coraz mocniej, a Polska boryka się z inflacją

Choć ostatnie tygodnie upływają pod znakiem koronawirusa SARS-CoV-2, miniony tydzień przesunął nieco akcenty, jeśli chodzi o istotne wydarzenia – szczególnie w Polsce, gdzie coraz głośniej mówi się o inflacji. Ta w styczniu wyniosła 4,4 proc., co oznacza, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy wzrosła aż o 1,8 proc.

Mysaver poleca:

Poniższy komentarz w wersji pogłębionej, możesz otrzymywać dzień przed jego publikacją, bezpośrednio na Twoją skrzynkę mailową. Wystarczy, że zapiszesz się do Klubu Goldenmark. Sprawdź szczegóły

Choć prezes Adam Glapiński przekonuje nas, że wzrost inflacji jest chwilowy i już w drugiej połowie roku zacznie ona spadać, na ostatnim posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej już trzech członków głosowało za przyjęciem wniosku o podniesienie stóp procentowych o 15 pb. Pojawił się także wniosek o obniżkę stóp procentowych o 25 pb, który złożył Eryk Łon. Oba wnioski zostały odrzucone.

Zdaniem ekonomistów PKO BP inflacja w lutym i marcu może być wyższa (ok. 4,5 proc.), a spadać zacznie w drugim kwartale, jednak na inflację poniżej 3 proc. przyjdzie nam poczekać aż do grudnia. Spadkowi inflacji sprzyjać będzie słabnąca konsumpcja wynikająca z rosnących cen oraz w związku ze spowolnieniem gospodarczym.

Z kolei zdaniem ekonomistów banku BNP Paribas Polce grozi stagflacja, czyli połączenie inflacji i stagnacji gospodarczej. Rosnące koszty wynagrodzeń i energii, które obciążają przedsiębiorców i pracodawców mogą prowadzić do wzrostu poziomu bezrobocia. Jednocześnie podkreślają oni, że łagodzenie polityki monetarnej i zwiększanie inwestycji przedsiębiorstw mogą w tej sytuacji służyć złagodzeniu negatywnych skutków obecnej sytuacji.

Koronawirus

Choć w dalszym ciągu przybywa osób zakażonych SARS-CoV-2, dynamika wzrostu tego wskaźnika zaczyna maleć. Jednak zdaniem chińskiego pulmonologa Wanga Chena, wiceprezesa Chińskiej Akademii Inżynierii, którego zacytowała w czwartek agencja Xinhua, „musimy być gotowi na to, że choroba wywołana przez nowy koronawirus Covid-19 będzie zagrażała ludziom przez długi czas, jak grypa”.

Konsekwencje epidemii koronawirusa dla gospodarki w dalszym ciągu nie są łatwe do oszacowania. Ludowy Bank Chin obniżył stopy procentowe, by ulżyć chińskim przedsiębiorstwom. Ruch ten oceniany jest jako ryzykowny, z uwagi na fakt, że Chiny również zaczęły borykać się z rosnącą inflacją, która w styczniu wyniosła 5,4 proc. Jest to najwyższy poziom od 2011 roku. Obniżenie stóp procentowych przy rosnących cenach grozi hiperinflajcą.

Złoto i srebro

W środę cena złota przebiła psychologiczny poziom 1 600 USD za uncję (w Polsce 6 360 PLN). I choć w wielu walutach złoto notuje obecnie historyczne szczyty (w tym w PLN), dla amerykańskich inwestorów złoto wciąż jest dalekie od historycznych maksimów, co czyni z niego atrakcyjną formę dywersyfikacji i zabezpieczenia kapitału przed negatywnymi skutkami spowolnienia gospodarczego czy recesji. Oznacza to, że w dalszym ciągu ma ono spory potencjał do wzrostów – szczególnie w sytuacji, w której efekty gospodarcze koronawirusa okazałyby się daleko idące.

Zdaniem Briana Lundina, redaktora Gold Newsletter, obecnie toczy się walka między strachem a chciwością. Na rynkach miesza się chęć znalezienia bezpiecznej przystani z chęcią do spekulacji i wykorzystania zaistniałej sytuacji do osiągnięcia jak najwyższych zysków. Jego zdaniem złoto może osiągnąć historyczny rekord także w USD.

Historycznie najwyższą cenę złoto osiągnęło w 2011 roku i był to poziom 1 825 USD. Jeżeli jednak uwzględnimy inflację, w styczniu 1980 roku złoto kosztowałoby 2 248 USD (rzeczywisty kurs 677 USD).

Ciekawa sytuacja kształtuje się także na srebrze, które – względem złota – zachowuje się dosyć ospale. W ciągu ostatniego roku srebro, które zwykle ma wysoką korelację ze złotem, zyskało w USD „tylko” 17,47 proc. (złoto 23,45 proc.). Na metal działają obecnie dwie siły – popyt inwestycyjnie ciągnie go w górę, zaś spowolnienie gospodarcze i spadek popytu ze strony przemysłu – w dół. Jednak według najnowszych prognoz Silver Institute, sytuacja ta ma się niebawem zmienić z uwagi na rozwój elektromobilności, a także sieci 5G. Branże te, pomimo spowolnienia gospodarczego, zachowają wysoką dynamikę wzrostu. W najbliższych miesiącach popyt na srebro – zarówno inwestycyjny, jak i przemysłowy – powinien wzrastać. A wraz z nim cena.

Jeżeli na to wszystko nałożymy kwestię inflacji w Polsce, ulokowanie części środków w metalach szlachetnych wydaje się być rozsądnym rozwiązaniem. Alternatywą są obligacje skarbowe indeksowane inflacją i nieruchomości (obecnie również rekordowo drogie).

Fot. Narodowy Bank Polski, flickr.com, CC BY-ND 2.0

Michał Tekliński