Złoto jako forma lokowania oszczędności? #AkademiaGoldenmark

Na łamach cyklu #AkademiaGoldenmark pisaliśmy już o zastosowaniach złota w branży biżuteryjnej, przemyśle i technologii, a nawet w kuchni. Kiedy jednak wspominamy o złocie, pierwszymi skojarzeniami są: bogactwo, majątek, wartość… Nie bez powodu.


Zobacz pozostałe artykuły z #AkademiaGoldenmark

Złoto od momentu pojawienia się na kartach historii, stanowiło rzecz niezwykle wartościową, rzadką i pożądaną. Przez większą część historii cywilizacji pełniło funkcję pieniądza, a wyroby biżuteryjne służyły jako ozdoby bogaczom i władcom, a także wyznaczały status społeczny (Rzym, Egipt). Kiedy w 1971 roku Richard Nixon zdecydował o ostatecznym odcięciu dolara od złota, złoto nie odeszło w zapomnienie, choć przez wielu ekonomistów, szczególnie tych, którzy wyznawali nauki Keynes’a, zaczęło nazywać złoto „barbarzyńskim reliktem”.

Jednocześnie oddzielenie złota od dolara, uwolniło jego kurs, który do tej pory ustalany był urzędowo. Jak nietrudno się domyślić, wolny rynek wyceniał złoto wyżej niż bankierzy centralni i doradcy ekonomiczni. Zaś dziś, złoto, które stało się towarem notowanym na giełdach towarowych, formą inwestycji i lokaty pieniędzy, ludzie skłonni są zapłacić za nie dużo, dużo więcej… Dlaczego?

Złoto jako lokata

Dawniej złoto było pieniądzem. Każdy, w teorii, mógł wziąć swoje dolary, pójść co banku i zażyczyć sobie, aby zostały one wymienione na kruszec, ponieważ każdy dolar odzwierciedlał pewną ilość kruszcu. Dziś złoto i pieniądz nie są tożsame. Są w pewien sposób alternatywą. Inwestor posiadający kapitał, musi zdecydować, czy woli przechowywać gotówkę, czy jednak kupi za nią złoto. Oba te aktywa zachowują się inaczej. Często pomiędzy dolarem a złotem występuje korelacja ujemna – gdy dolar się umacnia, cena złota spada i vice versa.

Jeżeli teraz zastanowimy się nad tym, dlaczego Richard Nixon odciął dolara od złota, wszystko stanie się jasne. Zrobił to po to, by bank centralny mógł bezkarnie drukować pieniądze – wcześniej dla każdego „wydrukowanego” dolara, FED musiał zakupić trochę złota. Zerwanie tej więzi umożliwiło to, co keynesiści lubią najbardziej – ratowanie gospodarki przez zwiększanie podaży pieniądza – teraz już możliwe w każdej ilości (o czym przekonujemy się np. dziś).

Zwiększona podaż pieniądza w teorii prowadzi do spadku jego wartości, a więc – jak już wcześniej ustaliliśmy – wzrostu ceny złota. A więc kiedy nadchodzą ciężkie czasy dla gospodarki, bank centralny zaczyna drukować pieniądz, który traci na wartości, windując cenę złota, które zabezpiecza portfel przed negatywnymi skutkami kryzysu. Taka jest teoria. W rzeczywistości na cały ten układ działa znacznie więcej czynników. Z grubsza jednak zasada ta sprawdza się i znajduje potwierdzenie w ostatnich kryzysach.

Podobnie wygląda kwestia korelacji pomiędzy ceną złota, a rynkami finansowymi, giełdami itp. Duże spadki na Wall Street przeważnie znajdują odzwierciedlenie we wzroście cen złota. Z kolei, co warto też podkreślić, Wall Street rośnie również wtedy, gdy amerykański bank centralny drukuje pieniądze. Wynika to z faktu, że na rynkach finansowych wiele operacji przeprowadzonych jest na kredyt (tzw. „dźwignia”). Dlatego dla inwestorów ważna jest płynność finansowa i niskie stopy procentowe, czyli tani pieniądz, a co za tym idzie – tani kredyt.

Czy złoto zabezpieczy i mój portfel?

Czy jest to forma lokowania pieniędzy, która sprawdzi się w Polsce, gdzie operujemy złotówkami? Czy sprawdzi się w przypadku osób, które na co dzień nie obracają milionami dolarów?

Odpowiedź brzmi: tak. Złoto traktowane jest jako forma lokowania oszczędności czy zabezpieczenia na trudne czasy na całym świecie. W dużych ilościach kupują je obywatele Niemiec, Wielkiej Brytanii (zwłaszcza w ostatnich latach) i wielu innych krajów. Złoto bardzo popularne jest także w Azji, w szczególności w Chinach czy Hongkongu – tam również istnieją duże tradycje kupowania złota fizycznego jako forma ubezpieczenia.

Pieniądz odcięty od złota opiera się wyłącznie na obietnicy rządzących. A jak pisał Alexis de Tocqueville w swoim dziele „Dawny ustrój i rewolucja”: „Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy”.

Póki jest dobrze, pieniądz fiducjarny spełnia swoją rolę i pozwala nam normalnie funkcjonować, robić zakupy i gromadzić oszczędności. Gdy jednak pojawią się problemy, nie mamy absolutnie żadnych gwarancji, że pieniądz zachowa swoją wartość, a my nie zostaniemy ograbieni z oszczędności, chociażby poprzez dewaluację pieniądza.