Czy złoto może w dzisiejszych czasach napędzać gospodarkę?

Teoretycznie jest to możliwe. Mało tego, możliwe jest to oczywiście i w praktyce. Jeśli na dane dobro jest popyt, jego cena rośnie, a produkcja i sprzedaż bezpośrednio wiążą się z wpływami do państwowej kasy, konsekwencje dla gospodarki danego kraju, w zależności od skali rzecz jasna, powinny być znaczące i oczywiście pozytywne. Ale...

Teoretycznie możliwe jest niemal wszystko, a z praktyką to naprawdę bardzo różnie bywa. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Choć akurat w przypadku złota i koncepcji na zwiększenie dynamiki popytu na ten walor jakie miały ostatnio władze w Indiach, złe były już u samych podstaw. Tym bardziej, że chodziło o ograniczenie importu złota, który jest w Indiach realnym problemem

Cała sprawa jest jednak niezwykle interesująca i powinna być nauczką dla wielu innych państw, które miałyby chęć wpaść na podobny pomysł. A wszystko wzięło się od spadającego popytu na złoto w Indiach jaki notowany był tam od 2009 roku (wykres poniżej) i coraz większych zalegających jego ilościach w tamtejszych skarbcach i wśród obywateli.

Indie - do niedawna największy rynek złota na świecie. Gospodarcze problemy w tego kraju wzięły się paradoksalnie z koncepcji wdrożenia reformy demonetyzacyjnej w listopadzie zeszłego roku. U jej podstaw leżała oczywiście chęć walki z szarą strefą, która również w tym kraju jest ogromnym problemem. Rząd chciał płynące w tym sektorze środki ściągnąć jak najszybciej do gospodarki, wzmacniając przy tym obrót najcenniejszego z kruszców, z którego wszyscy - zarówno rząd, jak i obywatele - mają naprawdę sporo.

Warto w tym momencie dodać, że gospodarka w Indiach jest w ogóle dość charakterystyczna - w niemal 80 procentach opiera się na gotówce. Dla porównania gospodarka amerykańska odsetek ten notuje na poziomie niewiele ponad 20-proc, podobnie jak gospodarka opuszczającej Unię Europejską Wielkiej Brytanii.

W odniesieniu do samego złota chodziło o to, aby jak najszybciej wróciło ono na rynek. Obywatele mieli je deponować w bankach, te miały je wprowadzać z powrotem do obiegu w innej formie, na wszystkim miał oczywiście zyskiwać przede wszystkim budżet państwa. Chodziło o ograniczenie importu. Rosnąć miała też zdolność kredytowa banków, które chcą udzielać większej liczby pożyczek, co znacząco przyczyniłoby się do mocniejszego rozpędzenia gospodarki.

Eleganckie pióra inspirowane Van Goghiem - idealne na prezent

Ale pojawiały się też inne, dość oryginalne pomysły, które z jednej strony miały wzmocnić gospodarkę, a z drugiej ograniczyć ogromne ilości gotówki rządzące tamtejszym rynkiem, a przede wszystkim sektorem rolniczym. Jeszcze w listopadzie zeszłego roku pojawiły się plotki mówiące o tym, że władze Indii planują wprowadzenie zakazu importu złota w ogóle.

Podchodząc oczywiście do całej sprawy konstruktywnie, cała koncepcja, co do zasady jest oczywiście słuszna. Odzyskanie gospodarczej równowagi i ograniczenie rządzącej gospodarką gotówki jest w Indiach konieczne. Tym bardziej, że kraj ma przecież ogromne pod tym względem ambicje i możliwości. W tym przypadku błąd - w odniesieniu do operacji ze złotem - polegał na tym, że obywatele mieli otrzymywać jedynie 2,5 proc. rocznie wartości zdeponowanego w bankach kruszcu. A to oczywiście nadmiernego entuzjazmu wśród nich nie wywołało. Dodatkowo musieli ponosić także koszty jego testowania, co w ogóle podważało sens całej operacji.

Na pozytywne efekty podejmowanych działań będzie trzeba w Indiach z pewnością jeszcze poczekać - mało tego, konieczna jest modyfikacja planu demonetyzacji. Tym bardziej, jeśli będzie on przynajmniej w części dotyczyły również rynku złota, którego sytuacja w szerszym ujęciu nie jest przecież cały czas jednoznacznie pozytywna. Choć w ostatnich tygodniach kurs najcenniejszego z kruszców nieco odrobił, to jego wartości w ciągu minionych dwunastu miesięcy wzrosła jedynie o niewiele ponad 2 procent.

Tagizłoto
Szymon Matuszyński