Złoto nie znosi niepewności i niezdecydowania

QE3. Ileż to jeszcze razy będziemy przywoływać ten skrót? Miało być stopniowe ograniczanie programu, a jednak go nie było. Skoro więc jest źle, to czemu wszyscy mówią, że jest lepiej? A może jednak rzeczywiście z ożywienia gospodarczego nici? Jeśli tak, to dlaczego nie rośnie więc cena złota?

 

Sytuacja w światowej gospodarce zaczyna przypominać wróżenie z fusów, co gorsze, przy dużym udziale polityków. Ci wierzący zapewne w samospełniające się przepowiednie, rozpowiadają na lewo i prawo, że najgorsze mamy już za sobą, a kryzys powoli odchodzi w zapomnienie. Z pomocą miał politykom przyjść amerykański Fed, ogłaszając zamykanie programu QE3. Jednak ku zaskoczeniu wszystkich, tak się nie stało. Gdzie więc leży problem? Mamy zbyt duże oczekiwania w odniesieniu do rzeczywistości? Być może sytuacja wcale się nie poprawia, a problem zadłużenia największych światowych gospodarek, mimo poprawiających się wskaźników, zaczynają dostrzegać inwestorzy i analitycy?

Jeśli tak jest, to przynajmniej teoretycznie kurs złota powinien nieśmiało, ale jednak, piąć się w górę. Ale na razie nic z tego. Od sierpnia konsekwentnie spadał z poziomu 1420 dolarów i nic nie wskazuje, żeby miał nawet lekko odbić. Prawdę mówiąc, trudno jednoznacznie określić, dlaczego tak jest.

Choć spadki ceny złota w ostatnich miesiącach były rzeczywiście spektakularne, najcenniejszy z kruszców wciąż ma bardzo mocne fundamenty do wzrostów. Przede wszystkim jego cena jest w tej chwili zupełnie nieadekwatna w stosunku do ogólnej atmosfery na rynkach, kursach walut (szczególnie w odniesieniu do dolara) oraz wciąż mocno niestabilnej sytuacji globalnej gospodarki. Niepewność ta jest wyrażana przede wszystkim przez sprzeczne doniesienia i dane z amerykańskiej gospodarki oraz oczywiście podejmowane decyzje przez przedstawicieli Fed-u.

Wszystkim wydawało, że koniec QE3 jest bliski i dodruk pieniądza oraz osłabianie dolara się wreszcie skończy. Miał być to też sygnał dla inwestujących w najcenniejszy z kruszców, że szansa na spektakularne odbicie jest minimalna – wszak wychodzący z kryzysu świat bardziej pociągnie ze sobą w górę indeksy giełdowe, niż ceny metali szlachetnych. Jak wygląda sytuacja pod koniec września 2013?

Amerykańska giełda, choć po lekkim spadku, rośnie sobie w najlepsze (praktycznie nieprzerwanie od końca 2012 roku). Nieco zdezorientowani decyzją Fed-u inwestorzy przez chwilę nie bardzo wiedzieli co zrobić, ale wszystko wskazuje na to, że już się z szoku, jaki zafundował im amerykański Bank Centralny, otrząsnęli. QE3 na razie działa w najlepsze, po rynku krążą opinie (np. Marca Fabera - „Turbodoładowani keynesiści i wielkie QE4”), które donoszą o... poszerzeniu programu skupu obligacji i dalszym drukowaniu pieniądza. Kurs złota kompletnie się w tej rzeczywistości odnaleźć nie potrafi, podobnie zresztą jak inwestorzy, którzy są najcenniejszym kruszcem zainteresowani. Poziom 1360 dolarów od prawie dwóch tygodni wydaje się być nieosiągalny.

Być może inwestorzy, przynajmniej w części, utracili zaufanie do złota, szczególnie jako waloru, który w długiej perspektywie może przynieść realne korzyści. Może to wynikać z większej niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu niecierpliwości inwestorów oraz krążącej po rynku opinii, że szybko mogą dać zarobić już tylko akcje. A jeśli chodzi o inne aktywa, to nieprzewidywalność i zmienność czasów, w jakich przyszło nam żyć, jest na tyle duża, że długoterminowo opłaca się już inwestować wyłącznie w nieruchomości oraz dzieła sztuki.

Tylko jeśli rzeczywiście dynamika zmian na rynkach, w gospodarce, a także w nastrojach społeczno-politycznych (Syria), jest tak ogromna, nie warto jednak inwestować w metale szlachetne? Szczególnie wobec pojawiających się komentarzy, że ostatnia decyzja Fed-u nie była żadną pomyłką, tylko dowodem, że do rzeczywistej poprawy światowej koniunktury droga naprawdę daleka. Poprawa nastrojów w Europie (Niemcy, Polska, Francja) to naprawdę za mało, żeby wieszczyć koniec kryzysu. Nawet jeśli zapewnia nas o tym Donald Tusk.

Spadek kursu złota zatrzymał się i ewidentnie wyczekuje, a taka sytuacja może trwać do końca roku. Ten okres zawsze sprzyja wzrostom, zakupom, ale też zaciąganiu kredytów i to nie tylko przez konsumentów. W ostatnich miesiącach 2013 roku kurs złota może więc podskoczyć, nawet powyżej poziomu 1500 dolarów za uncję. Jednak decydujący o jego dalszym losie będzie początek przyszłego roku. Jeśli wskaźniki, szczególnie z amerykańskiej gospodarki, poprawią się bardziej przekonująco, Fed zdecyduje o rzeczywistym ograniczaniu skupu obligacji, a do tego dojdzie także konsekwentna poprawa nastrojów w strefie euro, złoto szybko nie osiągnie rekordowych kursów. Ale przestanie też spektakularnie spadać, ponieważ część inwestorów nie nastawionych spekulacyjnie będzie z pewnością w metalach szlachetnych szukała dobrej okazji do dywersyfikacji swojego portfela inwestycyjnego.

Jeśli ktoś zastanawia się więc, czy teraz warto kupić złoto, najpierw należy odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań, przede wszystkich dotyczących horyzontu czasowego. Bo to, że w długim terminie złoto zarobić pozwoli, jest niemal pewne.

Szymon Matuszyński